6/21/2013

Four

Idąc powoli w stronę budynku myślałam nad tym co będzie dalej. Torba niesiona na plecach nie dawała mi nic korzystnego, a wręcz przeszkadzała. Jęknęłam z bólu spowodowanego przez nią, a właściwie to przez jej ramię, które się podwinęło, sprawiając, że nie mogłam złapać oddechu. Miałam jeszcze do przejścia jakieś pięćdziesiąt metrów. Wiatr powiał na moją spoconą od słońca twarz, co wprawiło mnie o ciarki na całym ciele. Palce zadrżały, a ja spojrzałam w górę, by i szyja uznała tego ukojenia. Spojrzałam jeszcze raz na stary budynek. Wyglądał jakby miał się zaraz zawalić. Co prawda był nieco pomalowany od zewnątrz, ale góra była cała zwęglona. Nie było dachu, co oznaczało, że ludzie raczej tu nie podchodzili. Złapałam za klamkę drzwi po czym weszłam do środka.
Poczułam nagły zapach spalenizny i dym papierosów razem wzięty. Torbę położyłam przy drzwiach i zamknęłam na chwile oczy. Wspomnienia z ostatniego dnia mignęły mi przed oczami, ale trzymałam się. Wzięłam głęboki wdech i pomaszerowałam do tak zwanej kuchni. Nie było to nic nadzwyczajnego. Sam czajnik stojący na podłodze i kubki na parapecie okna w którym nie było szyby. Za to jej kawałki leżały na podłodze. Ostrożnie ominęłam większe części i sięgnęłam po kubek. Nie było dość ciężki, a na powierzchni był cały poobijany. Jednak lubiłam go. Dlaczego? Tego sama nie wiem. Dostałam go od Ericka na urodziny, ale zdążył już się zniszczyć.
Na wspomnienie o bracie westchnęłam i nalałam sobie wody z butelki stojącej pod ścianą, po czym udałam się na wyższe piętro. Mozolnie usiadłam na podłodze, wzięłam łyk z kubka i wpatrywałam się w zielone drzewa namalowane na prawej ścianie strychu. Była zabrudzona, ale przez miejsca koloru można ją było nazwać piękną. Przy suficie jak i podłodze widniały wzorki. Ktoś musiał się starać. - myślałam z zaciekawieniem. Wcześniej nie przyglądałam się temu tak dokładnie, co było dość dziwne. Przechylając głowę na wprost było to samo. Tyle, że ściana ta była bardziej zniszczona. Znów pomyślałam o dzisiejszych wydarzeniach. Z nerwów wzięłam kamyk do ręki i pocisnęłam i ścianę przede mną. Po tym jak kamyk opadł ukruszył się kawałek tynku, a potem... cała ściana. Widząc co się dzieje podniosłam się z ziemi i odbiegłam kawałek zostawiając kubek na podłodze. Na szczęście nic więcej się nie stało. Dziś się wszystko wali. Dosłownie.
Podeszłam kawałek, by podnieść kubek i zacząć coś planować. Zgarbiona wzięłam do dłoni i podnosząc się zaczęłam coraz bardziej wyprostowywać. Widok, który był przede mną nie był z niczym porównywalny z niczym. Co to właściwie było? Był las, dym, kawałki gruzu, a w tym wszystkim ja. Słońce powoli chowało się za horyzont i ukazywało swoją najpiękniejszą postać. Lekko świeciło na mnie co dało poczucie swobody. Dałam krok do przodu by lepiej się przyjrzeć. Tym razem patrzyłam na las. Młode liście powiewały na wietrze, który wędrował między drzewami. Lekki zarys ścieżki kończył się właśnie przed tym pięknym widokiem. Zwróciłam uwagę na lekki punkt w oddali. Zmrużyłam oczy, a moje brwi zmierzały ku sobie. Po krótkim czasie uznałam, że to samochód. Przeklęłam pod nosem i zabrałam się do czynów. Wyjęłam z szuflady kredensu stojącej na środku pokoju zestaw ostatnio nabyty i ruszyłam w stronę wyjścia.
Uczucia jakie we mnie drzemały sięgały zenitu. Nerwy ponosiły górę, co było widać po tym jak schodzę po drabince, aby znaleźć się na parterze. Złapałam torbę za ramię, które znowu mi się wbiło w ramię. Zatrzymałam się na chwilę patrząc na budynek po czym skierowałam się do samochodu. Byłam już na tyle blisko, żeby dostrzec twarz mężczyzny, wysiadającego już z auta.
Ten to kto?
Zanim zdążyłam go o to zapytać, chłopak sięgnął do tylnej kieszeni spodni, jak się zorientowałam –po pistolet.  Cholera. Instynktownie zaczęłam biec przed siebie, a ten zaczął mnie gonić. Przerzuciłam plecak przez stare ogrodzenie po czym sama je ominęłam. Co jakiś czas odwracałam się patrząc czy szatyn nie biegnie za mną.
Chyba go zgubiłam.
OCZAMI JUSTINA
Stanęła bez słowa w miejscu, przyglądając się uważnie moim ruchom. Im szybciej tym lepiej-pomyślałem. Sięgnąłem po pistolet, chciałem to zrobić, chciałem ją zabić. Tu i teraz. Zanim się spostrzegłem dziewczyna rzuciła się do ucieczki. Biegłem za nią dosyć długo. Ale nie da się ukryć, że jest szybka….
Chyba myślała, że mnie zgubiła bo przestała biec. Mimo dzielących nas metrów słyszałem jej głośny oddech, i jej strach w oczach, kiedy co kilka sekund sprawdzała czy za nią nie idę.
-Co ona robi?-powiedziałem zdenerwowany pod nosem.
OCZAMI EMILY
Wsiadłam do pierwszego lepszego pociągu, żeby tylko być jak najdalej od niego. Tak, teraz na pewno go zgubiłam. Zajęłam miejsce w wolnym przedziale, i czekałam na pierwszy przestanek. Pociąg zaczął stawać, chwyciłam niewygodne ramie plecaka i wyszłam z przedziału. Irytujący staruszek i jego bodajże żona rozmawiali, na tyle głośno, że słychać ich było chyba w całym pojeździe. Jednak usiadłam na jednym siedzeniu oddalając się nie wiadomo gdzie.
Jakoś sobie poradzę.
Przysnęłam chwilkę, a do moich uszu dobiegły dziwne poczucie czegoś, czego nie powinno tu być. Żołądek podszedł mi do gardła, a ja struchlałam.
-Ciii….- Przyłożyłam palec do ust, lecz ci mnie zignorowali. Wnerwiłam się nieco.
-Morda, K*rwa!-Krzyknęłam, chyba się przestraszyli.- Słyszą to państwo?- zgrzeczniałam.
*tik tak, tik tak*
Teraz miałam pewność. Było to zbyt dziwne. Zegarek, chyba, że coś innego...
-Ten pociąg zaraz wybuchnie!- Oczy wszystkich skierowały się na mnie. Myśleli, że zwariowałam. Chyba nie zwróciłam na nich zbytniego efektu. Część osób już wysiadła, lecz większa część czekała na kolejny przystanek. Krzyczeć dalej, czy ratować siebie? Nie chciałam stracić siebie, więc podeszłam do wyjścia i złapałam klamkę, kiedy...
Moją uwagę przyciągnęła mała dziewczynka w kitkach, z misiem w ręce, kierująca się w stronę toalety. Popatrzyłam na nią maślanymi oczami i pomyślałam, że przeze mnie nie może zginąć. Nie zastanawiając się chwyciłam ją w pasie, i wyskoczyłam z ruszającego pociągu. Dziewczynka nie wiedziała co się dzieje, po chwili pociąg stanął.
W końcu ktoś się zainteresuje swoją śmiercią.

Minęło dosłownie kilka sekund kiedy cały pociąg wyleciał w powietrze. Nikt chyba jednak nie zdążył wysiąść. Co ja z nią teraz zrobię?! Popatrzyłam na dziewczynkę. Leżała cała zapłakana. Było czterdzieści stopni w cieniu. Jednak kawałek zdążyłam podjechać, od kiedy wsiadłam. W zasięgu wzroku nie było nikogo widać, tylko mały sklepik. Wzięłam dziewczynkę za rękę.
-Chodź - bardziej rozkazałam niż poprosiłam, ale taka już jestem. Nienawidzę małych dzieci. W sklepie kupiłam jej butelkę wody i bułkę. Coś jednak miałam przy sobie w kieszeniach. Co jak co, ale pieniądze zawsze trzymam przy sobie.
Spojrzałam na półkę z zapalniczkami. Obok nich widać było małą laleczkę.
-Ile? - spytałam, kiwając głową w kierunku zabawki.
-Dla tej małej piętnaście. - Powiedziała uśmiechnięta kasjerka, ucieszyła się zapewne, że się w końcu tego pozbędzie. Wydobyłam z kieszeni pieniądze i położyłam na blat, po czym sięgnęłam po lalkę.
-To dla ciebie. - Podałam ją dla dziewczynki, a ta się lekko uśmiechnęłam. Nie jestem pewna, ale z jej ust chyba usłyszałam lekkie dziękuję.
Wzięłam ją za rękę i wyprowadziłam ze sklepu. Popatrzyłam na małą jeszcze raz i kazałam jej usiąść na schodach. Sama zapaliłam papierosa. Zaraz będzie po wszystkim.
Zaciągając się zobaczyłam stację paliwową. Jakoś jej wcześniej nie widziałam.
Zdeptałam papierosa na ziemi i szybko wsiadłam do samochodu stojącego przede mną.
Jakiś stary rzęch.
Zapalił bez problemu, po tym jak włożyłam do stacyjki klucz uniwersalny. Sama go opatentowałam, ale był jeden problem, że nie działał do innych samochodów. Zaliczały się tylko te z 95' w dół.

-Ładnie tak zostawiać małe dziewczynki bez opieki?
Cholera.