Obudziłam się myląc rzeczywistość ze snem. Już nie pamiętam co dokładnie tkwiło wczoraj w mojej głowie, ale wiem że było to na tyle straszne, że się nie wyspałam. Włosy miałam prawie suche. Zawsze jak zostawię je na noc mokre, nie schną. Powoli wstałam z łóżka przypominając sobie wczorajszą sytuacje. Nie zamartwiałam się jednak, bo dałam mu niby mocno, ale przeżyje. Co właściwie chcieli nie mogę stwierdzić. Jakby jeszcze ktokolwiek się tam pojawił dziś by się nie obudził.
Po ubraniu krótkich spodenek i zwiewnej, prawie nic nie zakrywającej, bluzki zeszłam na parter. Przy stole siedział Joe. Tylko. Jest tak wcześnie, czy wszyscy się wynieśli? Chciałam zapytać, ale chyba nie był w humorze. Sięgnęłam po jabłko i miałam już wyciskać sok pomarańczowy, ale poczułam oddech na mojej skórze w okolicach szyi.
- Przepraszam - usłyszałam szept chłopaka.
Wiedziałam czym to się skończy, jednak nadal udawałam zaskoczoną. Niestety nie miałam dziś ochoty pieprzyć się z chłopakiem, który po raz setny chciał mnie przelecieć. Nie po tym co zdarzyło się wczoraj.
Odwróciłam się uśmiechając się do chłopaka. On najprawdopodobniej złapał haczyk, bo zrobił to samo. Moim oczom ukazały się jego ręce przesuwające się w stronę szuflady.
- Cieszę się, że się na mnie nie gniewasz skarbie. - Powiedział i już miał łączyć nasze usta w pocałunku, jak i wyciągać nóż z szuflady, ale złapałam go za rękę, pociągnęłam ją za plecy i szepnęłam:
- Jeszcze jeden taki numer, to nie będzie dla ciebie ratunku. - kończąc przyciągnęłam jego rękę jeszcze bardziej w kierunku pleców, tworząc przy tym grymas bólu na jego twarzy. - Skarbie. -dodałam, a w jego oczach migotały iskierki. Myślałam, że będzie chciał mnie wykorzystać w łóżku, a tu proszę.
Tym razem to ja wyjęłam nóż z szuflady i powędrowałam w kierunku wyjścia wraz z jabłkiem oraz szklanką soku pomarańczowego. Narzędzie miałam schowane między paskiem a spodenkami, tak, że był jak najbardziej widoczny.
Pokój był już dawno pokryty moimi napisami. Większość z nich się rymowała, a jakby ktoś tu wszedł i cokolwiek przeczytał było by po nim. Nikt tu jeszcze nie wchodził, co pozwalało mi na bycie sobą przynajmniej tutaj.
Spojrzałam na ścianę i przypomniałam sobie jak przyprowadziła mnie tu Sam...
-Tutaj będzie twój pokój. - Usłyszałam, ale tak na prawdę myśli pożerały moją głowę. - Możesz po nich pisać, tylko kup sobie spray'e. Głos dziewczyny był ciepły. Chyba tylko ona mnie tutaj zrozumie. Uśmiechnęła się i wyszła z pokoju, a ja położyłam się na stalowe łóżko, kładąc torbę obok.
Podeszłam do mojego pierwszego graffiti i położyłam na nie rękę. Tak dawno nie patrzyłam na ten kąt pokoju. Dlaczego? Bałam się? Tego nie mogę stwierdzić. Wróciłam i usiadłam przy biurku. Wyślizgnęłam nóż z okolic moich spodni, lekko odchylając się do tylu i włożyłam go do szuflady biurka. Wgryzłam się w jabłko i spojrzałam na plan przede mną. Dziś zaczynamy od piętnastej co oznaczało sporo czasu wolnego. Dwie godziny spokoju. Kiedy już skończyłam jabłko złapałam za kluczyki do mojego Punto i ruszyłam w kierunku wyjścia.
Na zewnątrz zobaczyłam Sam dokańczającą szluga.
- Jedziesz ze mną - zapytałam prawie wsiadając do samochodu. Dziewczyna depcząc nogą spalonego papierosa zaprzeczyła głową.
- Pierwszego mam o pierwszej. - powiedziała wchodząc już do budynku. Nim się obejrzałam byłam już przy niej.
- Słucham? On już do końca zwariował? - krzyknęłam, a dziewczyna się zlękła.
- Wyluzuj. - usłyszałam z jej ust. - Będzie dobrze. - uśmiechnęła się do mnie blado i już miała wchodzić do domu, ale powstrzymałam ją łapiąc za nadgarstek.
- Dziś idziesz ze mną. - powiedziałam i zaciągnęłam ja do samochodu. Dziewczyna posłusznie weszła do samochodu. Była dziś taka niemrawa.
-Coś się stało? - zapytałam, wyciągając paczkę z kieszeni. Poczęstowałam dziewczynę, ale nie chciała. Odpaliłam go jak i silnik. Ruszyłam powoli odkręcając szybę. Było dziś ponad 27 stopni. W cieniu.
-Nic. - powiedziała Sam po pewnym czasie.
-Mów. - Zachęciłam.
-Po prostu źle się czuję. - powiedziała opierając głowę o rękę.
-Wierzę ci. - popatrzyłam na nią. - Ale zawsze możesz się do mnie zwrócić.
-Wiem.
Jechaliśmy potem w ciszy. Kiedy siedziałyśmy w kawiarni, zaczęła znów rozmowę.
-Jest już czwarta. - napomniała mnie dziewczyna. -Trzeba wracać.
-Okej. Masz rację. - powiedziałam i wstałam od stolika. Zapłaciłyśmy i poszliśmy w stronę samochodu. Sam zadzwonił nagle telefon.
-Tak...- chwila przerwy. - Zaraz będziemy. - Nie pytałam, bo wiedziałam, że to Joe. Po pół godziny byłyśmy na miejscu.
Odetchnęłam i poszłam za przyjaciółką w stronę budynku. Była strasznie spięta, co z nią nie tak? Potem z nią poważnie pogadam.
Joe kręcił się w tą i z powrotem na korytarzu.
- Co jest z wami nie tak?! - zaczął się wydzierać, a kiedy podszedł do Sam uderzył ją prosto w twarz. Nie wytrzymałam. Moje nerwy sięgały zenitu. Nie zamykając drzwi zwinęłam rękę w pięść i przywaliłam z całej siły w nos chłopaka. Ciemno czerwona krew popłynęła strużką po jego twarzy. Złapał mnie za rękę, tak mocno, że nie dałam jej odciągnąć od niego, by znów wycelować.
-Idź do dwieście-szóstki, ktoś tam na ciebie czeka. Lepiej mnie bardziej nie denerwuj, suko. - Nie zwracałam uwagi na jego słowa, tylko wpatrywałam się w jego czarne od wściekłości oczy. Jego uścisk się rozluźnił, co pozwalało mi na wydostanie ręki. Nic nie zrobiłam, tylko odeszłam i skierowałam się do tamtego pokoju.
Moje oczy ujrzały bruneta, dość wysokiego. Chłopak stał do mnie tyłem rozmawiając przez telefon. Zamknęłam drzwi, a on się odwrócił rozłączając rozmowę. Krew się we mnie zagotowała, a wszystkie narządy podeszły do gardła. To ten sam chłopak co wczoraj. Uśmiechnął się do mnie figlarsko i zapytał czy zaczynamy.
-Żartujesz sobie? - chłopak najwidoczniej nie zrozumiał. Podszedł do mnie i zaczął całować. Odsunęłam się i wymierzyłam mu prosto w twarz. Już mnie ręka pomału zaczęła boleć od tych wszystkich uderzeń. Cofnęłam się i wyszłam z pokoju. Szłam szybkim marszem.
-Co ty ode mnie ku*** chcesz? - zapytałam, kiedy byłam już na dole. Momentalnie się zatrzymałam, ponieważ zobaczyłam Joe'go przylepionego do Sam. Co jeszcze?! Nigdy nie byłam tak bardzo zdenerwowana jak teraz.
Dziewczyna była zapłakana, więc na sto procent nie zrobił tego za jej zgodą. Podeszłam i odciągnęłam go od niej. Popatrzyłam na niego, a gdybym mogła zabijać wzrokiem, byłby już martwy. Z resztą zaraz będzie. Za dużo tego. Na razie nie miał przy sobie broni. Żeby nic nie podejrzewał wzięłam Sam do pokoju, pomagając jej wchodząc po schodach. Była cała roztrzęsiona. Ten sku****el zapłaci za to. Własnym życiem
____
Niedługo powinien się pojawić kolejny rozdział i notka bardziej z informacjami (:
W razie pytań:
@MyDrugKidrauhl
@LittleCarpie