5/28/2013

Three

Zostawiłam dziewczynę samą w pokoju, a sama zeszłam cicho po schodach tak, żeby ich skrzypienie nie dotarło do kuchni, w której znajdował się obecnie Joe. Stanęłam w drzwiach, zastanawiając się czy robię dobrze, aż w końcu złapałam go w pasie mocno przyciskając do siebie. Jednak pewne emocje wzięły górę.  Trzymając go jedną ręką, drugą wyjęłam nóż ze spodenek. Przyciskając mu go do szyi, zrobiłam na niej lekkie nacięcie. Chłopak zaśmiał się kpiąco.
-Daj spokój kochanie.- szepnął ze śmiechem.-Nie zrobisz tego-dodał.
-Nie podpuszczaj mnie, słonko. – Pomachałam mu nożem przed twarzą.
Czułam jego ciężki oddech, i słyszałam jak głośno przełyka ślinę. Dobrze wiedział, że żarty się skończyły.
-Ostatnie życzenie?- rzuciłam. Już nie raz zabijałam człowieka, a to był mój stały tekst. Nie czułam dreszczy, ani nic. To normalne.
-Prześpij się ze mną.
Dupek.
W tym momencie bez wahania przejechałam nożem wzdłuż jego gardła. Jego ciało monotonnie opadło na ziemie, a z ust zaczęła wypływać krew.
-Emily….- szepnęła Sam, przystając w drzwiach. Opuściłam nóż na podłogę po czym podbiegłam do niej. Co ona tu robiła? Miała siedzieć na górze!  – Co ty zrobiłaś….
-Sam, teraz wszystko się ułoży. Ty jesteś niewinna, pamiętaj!

OCZAMI JUSTINA
-Wszystko zrozumiałeś?- zapytał, a wstając podparł się na pięściach.
-Tak. Mam sprzątnąć małolatę.
-Dokładnie-wyciągnął do mnie dłoń na znak, że to koniec naszej rozmowy. Jeszcze raz przytaknąłem głową po czym zniknąłem za drzwiami jego gabinetu. Nerwy mną miotały. Muszę się uspokoić.
Jason za wszystko zapłaci…

OCZAMI EMILY
-Chodź Sam-wzięłam ją za rękę. Pomimo tego, że dziewczyna była starsza czułam potrzebę opiekowania się nią. Zaprowadziłam ją do mojego pokoju. – Pomóż mi się spakować, proszę.-Popatrzyłam na dziewczynę, która już siedziała na moim łóżku.
-Co?! Gdzie ty się wybierasz?
-Muszę uciekać, Sam…
-Gdzie?
-Pamiętasz ten opuszczony budynek?- Nie czekając na jej potwierdzenie-właśnie tam.-dodałam.
Jej klatka piersiowa powoli się uspokajała, a łzy przestawały napływać do oczu.
Nareszcie.
Wyjęła spod mojego łóżka czarno-białą walizkę, po czym popatrzyła na mnie ze smutkiem w oczach.
-Musisz?- zapytała.
-Sam! Ja zabiłam człowieka! Już nie raz znałaś takie sytuacje. Teraz by mieli wystarczająco dowodów, żebym już nigdy nie wróciła.
Spuściła wzrok i podchodząc do mnie pomogła mi składać resztę ubrań.
-No to co? Pa kochana.-uśmiechnęłam się do niej, a ta pomachała na pożegnanie.
Wsiadłam do swojego samochodu i po paru minutach drogi byłam na miejscu.

Brak komentarzy: