5/01/2013

Prolog

Joe wyciągnął z kieszeni papierosy, a po chwili oczom zgrupowanych ludzi pojawił się biały dym. Widząc zdenerwowanie innych, sam zaczął taki być. Nerwy dawały znać. Nagle w pomieszczeniu pojawiły się dwie osoby.

-Kto to? - zapytał Jason, nie kryjąc zdziwienia postacią dziewczyny.

-Emily. - Tym razem zabrał głos Joe, co zdziwiło wszystkich. Papierosa rzucił na podłogę i zdeptał, po czym podszedł do dziewczyny, podniósł jej podbródek ku jego oczom. Migotały jak rozżarzone gwiazdy wpatrzone w brązową kałużę. Oboje byli trzymani w napięciu.

-Jeszcze nie wiem jak, ale ktoś musi to przejąć... - powiedział szeptem puszczając dziewczynę. - Ile ma lat?- dodał.

-Szesnaście.- odpowiedział Erick, brat dziewczyny.

-Młódka. - zdziwił się, widząc dorosłą postawę dziewczyny.Potem zadzwonił telefon. Wszyscy zaczęli się zbierać, wychodzić z budynku i wsiadać do samochodów. Emily i Erick mieli do dyspozycji czarną Toyotę.

-Trzymaj. - powiedział chłopak podając Emily mały pistolet. - i uważaj.

Dziewczynie wydawała się ta droga niezmiernie krótka. Nie mogła również uwierzyć do czego została wciągnięta. Nie miała właściwie wyboru. Popatrzyła jeszcze raz na broń i na swoje palce. Przymierzyła je do otworu. Wydawały się trochę przy duże, jednak wiedziała, że mogły być jeszcze większe, przez co trudniej i ciężej jest nacisnąć na spust. Chwilę później byli już przy budynku.-Wyjdź, ale schowaj się za samochodem.

-Najlepiej na poziomie opon. – dziewczyna sztucznie się uśmiechnęła.
-W samochodzie obok jest Sam, jakby coś poszło nie tak, wiesz. – powiedział wkładając magazynek do pistoletu zatrzaskując go i wyszedł z samochodu. Emily poczuła nagły przebieg ciepła, płynący z wnętrza jej ciała. Nacisnęła na klamkę, stanęła jedną nogą na ziemi, po czym usłyszała strzał z magazynu.

„Zaczyna się” – pomyślała, kiedy po szybkim zejściu z siedzenia, znalazła się na twardej podłodze. Naładowała pistolet i spojrzała na Sam. Dziewczyna robiła to samo co ona przed chwilą. Uśmiechnęły się blado, kiedy spojrzały na siebie. Po dziesięciu minutach z budynku wybiegli osoby z alei 506-ej, co dało znak Emily, żeby być przygotowanym na wszystko. Joe wywrócił się, kiedy wybiegł Rain’s gang. Jeden z nich podbiegł do niego i już miał celować w głowę, kiedy pocisk z FDW201 wyleciał z pistoletu Emy. Potem akcja była szybka. Jeszcze jeden strzał w brzuch jakiegoś chłopaka, szybka Sam, czyli zerwanie się z ziemi i zerwanie dziewczyny z ziemi. Oczywiście trzeba tu wspomnieć o ocalenie Em przez Joe’go.

-Gdzie Erick? – spytała brunetka, kiedy jej oddech się uspokoił, ale zapach krwi unosił się w powietrzu. Sam nie odpowiedziała tylko spojrzała w boczne lusterko. Po chwili zadzwonił telefon.

-Jeden. – powiedziała Sam, kiedy już odebrała. – Erick. – Nagle w oczach Emily pojawiły się łzy. Dobrze wiedziała co to oznacza. Tego dnia nie dość, że zabiła dwoje ludzi, ale i straciła brata.

Brak komentarzy: