Obsłużyłam już ostatniego klienta po czym wyszłam razem z Sam „na papierosa”.
-Trzymaj, młoda- Podała mi papierosa siadając na huśtawce. Przypominam sobie chwilę, kiedy tu pierwszy raz usiadłam...
Kiedy zatrzymałyśmy się od razu wybiegłam z samochodu. Nie wiedziałam co robić... Czułam, że ktoś za mną biegnie. Myślałam, że tym kimś potem okaże się Sam. Och jak bardzo się myliłam. Wreszcie usiadłam na huśtawce, a moim oczom za widniało ciało Joe'ego.Potem było co było. Jego propozycja nie była aż tak zachęcająca, ale chciałam spróbować. Nie wiem co mnie wtedy podkusiło.
Zapaliłam go, a następnie zaciągnęłam się dymem do płuc, po chwili go wypuszczając. Opierając się bokiem o ramę powtórzyłam tę czynność jeszcze kilka razy. Dym wypełniał wnętrze mojego ciała, przez co czułam się rozluźniona.
-Emily, zobacz- Dziewczyna swoimi dużymi oczami wskazała dwie postawne sylwetki zbliżające się do nas.
-Czego tu szukacie?-Odezwałam się zadziornie, kiedy byli już, jak dla mnie, za blisko. Wstałam, a jeden z mężczyzn delikatnie złapał mnie w pasie przyciągając do siebie. Sam zerwała się z bujawki.
-Zostaw ją!-Krzyknęła-Bo będzie z wami źle-dodała ale ten zaśmiał się kpiąco.
Przyglądający się do tej pory mężczyzna podszedł do Sam, po czym zadał jej cios w brzuch. Dziewczyna skuliła się z bólu, a ja wykorzystując moment wyrwałam się z uścisku chłopaka.
-W porządku, Sam?-Przykucnęłam pomagając jej wstać. Dziewczyna podniosła wzrok, i gdyby on mógł zabijać, oboje by już nie żyli. Otrzepała spodnie zapominając o bólu po czym podeszła do obu mężczyzn, którzy bacznie obserwowali każdy nasz ruch. Swojemu napastnikowi chciała zadać cios twarz ale ten zatrzymał jej rękę.
-Sam, nie warto! Chodźmy stąd.-Położyłam jej rękę na ramieniu, widząc, że złość rozsadza ją od środka. Zgadzając się ze mną wyrwała swoją rękę z jego uścisku i razem ze mną poszła w stronę budynku. Gwałtownie się odwracając kopnęła go w krocze.
Widząc jego odruchową postawę zaczęła kopać go po całym ciele. Chcąc jej pomóc powtórzyłam jej ruchy na drugim mężczyźnie.Przestałam na moment, żeby zbadać sytuacje. Oboje zwijali się z bólu co dało mi satysfakcje. Wymierzyłam nogą jeszcze jeden cios w jego zakrwawioną twarz na tyle mocno, że stracił przytomność. Nagle usłyszeliśmy strzał pistoletu.
-Co do cho...? - nie mogłam dokończyć, bo koleżanka pociągnęła mnie w stronę płotka, gdzie mogłyśmy się schować. Szybko wyciągnęłam pistolet znajdujący się pomiędzy paskiem a moimi spodniami. Naładowany, czekał, aż ktoś się pojawi. Nic takiego się nie stało.
-Chodź Sam, idziemy-wzięłam ją za rękę. Blondynka jeszcze raz podeszła do napastnika, plunęła na napastnika z obrzydzeniem po czym odwróciła się w moją stronę.
Kilka minut później byłyśmy już w naszym „domu”.
-Gdzie byłyście!?-Przywitał nas krzyk Joe’go.
-Za budynkiem!-odpyskowałam.
-Uważaj, mała-złapał mnie za podbródek ściskając go z całej siły.
-Joe! Napadli na nas-Powiedziała Sam stopniowo ściszając ton.
-Już w porządku….-Wypuścił moją twarz z uścisku, a ja bez wahania zaczęłam trzeć ją, żeby pozbyć się bólu.-Na jutro macie po jednym kliencie, zrozumiano?
-Tak, sir-rzuciłam z westchnięciem w głosie po czym wywróciłam oczami. Joe odwrócił się na pięcie i zadał mi cios w twarz. Sam odskoczyła zszokowana tym widokiem.
-Co jest?!-Krzyknęła-Joe, posrało cię?!
-Radze wam mnie nie denerwować! I tak przynosicie małe zyski. Jak się nie poprawicie będę musiał was stąd wyrzucić na zbity pysk.
-Tyle, że to my wykonujemy całą robotę. - szepnęłam, ale chłopak chyba tego nie usłyszał bo poszedł w głąb pokoju.
Bałam się powiedzieć cokolwiek, żeby znowu nie dostać. To nie moja wina, że brzydzę się tej „pracy”, gdyby Erick żył teraz osobiście bym go zabiła za to, że mnie w to wpakował. Zacisnęłam szczękę powstrzymując łzy, które napływały mi do oczu. Po chwili trwającej wieczność chłopak zniknął za drzwiami swojego gabinetu, a ja wypuściłam słony płyn z oczu.
-Nie płacz, młoda-Pocieszyła mnie Sam.
-Nie płacze… jest dobrze…dzięki.-Uchyliłam drzwi od swojego pokoju po czym podobnie jak Joe zginęłam w nim zatrzaskując za sobą drzwi. Powoli ściągnęłam z siebie po kolei jasne jeansy, podkoszulek i bieliznę. Owinęłam się w ręcznik, który zawsze leży na moim łóżku po czym zamknęłam się w łazience. Tam przed lustrem oswobodziłam włosy, a następnie odkręciłam wodę, sprawdzając ręką jej temperaturę. Uznałam, że moje ciało zniesie lekko chłodne strumienie wody na sobie. Chwyciłam w rękę szampon powoli nakładając go na włosy.
-Co do cholery?!-Wzdrygnęłam się. Spod prysznica zaczęła lecieć lodowata woda, bez zastanowienia z powrotem owinęłam się w biały ręcznik i z hukiem wybiegłam przed drzwi od pokoju.
-Joe! Do cholery!
-Czego?-Znudzony wychylił głowę zza drzwi
-Możesz włączyć ciepłą wodę?-Opanowałam się przypominając sobie poprzednią sytuacje.
-Nie
-Jak to nie?- parsknęłam śmiechem po czym skrzyżowałam ręce na piersi. Nie czekając na jego bezsensowną odpowiedź wróciłam pod zimny prysznic szybko spłukując z włosów mydliny.
Przeczesując włosy rzuciłam ręcznik z powrotem na łóżko po czym sama na nie wskoczyłam. Opadłam na nie zamykając oczy na dłuższą chwilę. Obróciłam głowę w prawą stronę zerkając na budzik, widząc tak późną godzinę wgramoliłam się pod kołdrę i nie wiem kiedy zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz